Tradycje na Mazurach - w Ełku i okolicach

Teresa Romanowska, Ełk

Zwyczaje rolnicze.

Lipiec i sierpień, to dla dzieci i mieszkańców miast okres wakacji. Dla rolnika zaś okres letni i wczesnojesienny, to czas wytężonej pracy.

W dawnych czasach już zimą i wiosną rolnik zabiegał o plony. Obwiązywał drzewka na zimę, przygotowywał ziarno, zasiewał. Pracował, więc, ale również modlił się i dokonywał czynności magicznych (tzw. "magia wegetatywna" np. jazda na wysoki len w Zapusty). Latem i jesienią mimo ciężkich prac w polu rolnik pamięta o Bogu i o tradycyjnych obyczajach. Nawet w okresie nasilonych prac zwraca się do Boga, z prośbą o pomoc, aby trud nie poszedł na marne, a także z dziękczynieniem za udane plony.

Na Mazurach zboże żęto poświęconymi sierpami, a potem kosami. Każdą pracę rozpoczynano "z Bogiem", pierwsze ścięte kłosy błogosławiono znakiem krzyża, a pierwsze snopy w stodole układano na krzyż.

W całej Polsce wśród ludności katolickiej bardzo dużo zwyczajów rolniczych wiąże się z kultem Matki Bożej. Maryja, jako człowiek, wprawdzie święty i bez skazy, ale jednak człowiek, jest pośrednikiem między swoim Synem a nami, zwykłymi, grzesznymi ludźmi. Oficjalne święta kościelne miały swoją ludową nazwę.

I tak: Nawiedzenie Matki Bożej przypadające 2 VII zwano Matki Bożej Jagodnej, Wniebowzięcie Matki Bożej 15 VIII – Matki Bożej Zielnej, a Narodzenie Najświętszej Maryi Panny 8 IX – Matki Bożej Siewnej.

Z tymi nazwami wiążą się konkretne działania i wierzenia. Wszyscy wiemy, że na Matki Bożej Zielnej święci się zioła. Robi się to do dziś, choć w ełckich kościołach widzi się coraz mniej wiązanek, a jeżeli już są to przeważają w nich kwiaty ogrodowe. Niewiele osób jednak wie, że do czasu Matki Bożej Jagodnej nie należy jeść jagód (wiśnie, agrest, maliny, itp.), a owoce (jabłka, gruszki, itp.) można spożywać dopiero po uroczystości Matki Bożej Zielnej. Prawdopodobnie wiązało się to z powszechną w wielu religiach ofiarą z pierwocin.

W całej Polsce w dniu 15 sierpnia kapłani w kościołach błogosławią wiązanki. Dawniej kobiety zbierały zioła już zawczasu, aby potem przynieść do kościoła duże wiązanki składające się z dziurawca, macierzanki i innych ziół a także kwiatów ogrodowych oraz kłosów zbóż, główek maku, jabłek i warzyw.

Na Mazurach żniwa rozpoczynały się 25 VII w dniu świętego Jakuba. W niedzielę poprzedzającą ten dzień w mazurskich kościołach rozbrzmiewała pieśń:

"Pola już białe, kłosy się kłaniają,
Stworzycielowi cześć i chwałę dają,
Wołają: pójdźcie, sierpy zapuszczajcie!
A Pana chwalić nie zapominajcie!"

Oczywiście słowa te brzmiały nieco inaczej, gdyż były wykonywane piękną gwarą mazurską.

Do żniw wychodzono późnym rankiem, kiedy zboże już wyschło po nocy. Rozpoczynał je gospodarz ścinając pierwsze kłosy ze słowami: "w Imię Boże". Żniwiarze ubrani byli w czyste lniane koszule i spodnie, kobiety idące za kosiarzami również ubrane były w czyste koszule z długim rękawem, na głowach miały chustki, a młode dziewczyny kwiaty, mężczyźni zaś kapelusze. Powiązane przez kobiety snopki zboża ustawiano po 15 sztuk w tzw. "łęki" ("stygi").

W każdym gospodarstwie na zakończenie żniw zostawiano na polu ostatnie kłosy zwane na Mazurach "pępek" lub "baba". Miało to chronić zboże w stodole przed myszami. Zwyczaj ten znany jest w całej Polsce. Różna była tylko nazwa i interpretacja, dlaczego się to robi.

Uwieńczeniem ciężkiej pracy rolników mającej za zadanie zapewnić w domach chleb była uroczystość zwana "plonem" lub "dożynkami".

Z najpiękniejszych kłosów zboża, przeważnie żyta wito wieniec, na Mazurach często w kształcie korony. Nieśli go żeńcy do gospodarza, a w drodze często byli przez dziewczęta oblewani wodą, co miało zapewnić dobry urodzaj na rok przyszły. Przyłapane na gorącym uczynku dziewczyny można było bezkarnie oblać wodą i wycałować. Podobno dziewczyny tylko pozornie protestowały, znaczyło to, bowiem, że mają duże powodzenie i mogą spodziewać się szybkiego zamążpójścia.

Niosąc wieniec żeńcy śpiewali: ”Plon niesiem, plon…” W domu gospodarza odbywał się poczęstunek przy suto zastawionym stole, a sam gospodarz tańczył ze wszystkim żniwiarkami poczynając od przodownicy. Wieniec zaś umieszczał na belce u powały chałupy, a 15 sierpnia zanoszono go do kościoła, aby poświęcić.

W ten sposób dziękowano Bogu i ludziom, cieszono się, nie narzekano. Myślę, że z tradycyjnych postaw ludzi możemy się dużo nauczyć my, ludzie współcześni, zagonieni, wiecznie podenerwowani i narzekający.

W bliskiej okolicy Ełku, we wsi Barany mieszka pani Zofia Wróbel, 80 – letnia kobieta, która przyjechała tu w 1946 roku i pamięta bardzo dużo tradycyjnych zwyczajów ze swoich stron rodzinnych, spod Knyszyna. Zwyczaje te przedstawia w teatrze obrzędowym „Zielona Dąbrowa” w inscenizacjach według scenariusza jej autorstwa.

W roku 2007 na Gminne Dożynki przygotowała oprócz równianki, która wzięła udział w konkursie, również tekst o zwyczajach żniwnych.

Ponadto, zachęcona przez organizatorów imprezy, opowiedziała zgromadzonym tam uczestnikom uroczystości o zwyczajach żniwnych swojej młodości.
A oto tekst pani Zosi w moim opracowaniu.

Ja, Zofia Wróbel, córka Antoniego i Elżbiety Broś urodziłam się w Knyszynie, ale żyłam we wsi Chraboły koło Knyszyna. Na wsi podlaskiej zwyczaje i religia wschodnia (zabory) wywarły piętno na miejscowej kulturze i zwyczajach.

Opowiem pokrótce o zwyczajach mojej wsi i rodzinie, jak to było z tymi dożynkami. Wieś nasza była daleko od dworu i nawet za Cara była wolna od pańszczyzny. Nazywali się „wolnemi chłopami”, więc i obyczaje były specyficzne dla tego regionu.

Koniec żniw żyta (i tylko żyta) nazywali „plonem”. Bo wiadomo, że kiedy grunta nie były scalone, to wszyscy gospodarze mieli żyto w jednym miejscu i „plon” był prawie w jednym dniu. Na koniec „plonu” brało się najpiękniejszą kępę żyta i związywało ją kilkoma słomami, a w środku robiło się miejsce na kamyk, na którym kładło się liść kapuściany, a na nim kromkę chleba „dla zajączka”. „Ale tym zajączkiem najczęściej byli dzieci, latali od plonu do plonu i wybierali chleb. Kto taką kromkę zjadł to, jeżeli był chłopcem miał być odważny, nie bojał się grzmotów, a jeżeli dziewczyna, to była dobro gospodynio. Tak, więc, co miało być dla zajączka padało łupem dzieci.”

Tak odbywał się „plon” na polu. Do domu niosło się równiankę. W gospodarstwach, gdzie żęli najemni żeńcy równiankę niosła żniwiarka, która przez cale żniwa żęła „na postaci” (prowadziła wszystkich żniwiarzy).Musiała to być duża kobieta, „ba-ba fest”, z dużymi rękami, dlatego, że jak żęli sierpem, to osoba „”na postaci” szła pierwsza, a za nią inne skosem, duża osoba zgarniała 3-4 razy, a mała zaledwie 2 razy. Gospodarze czekali w domu, w drzwiach albo w bramie, a żniwiarka wręczała im równiankę – znak, że zakończyło się żąć żyto. Dostawała za to „gościńca w postaci pieniężnej”. Przedtem jednak była oblana wodą. Mimo więc pokusy dostania pieniędzy czasami nie było chętnych do wręczania równianki ze względu na oblewanie.
W gospodarstwach rodzinnych, gdzie tylko domownicy żęli, przed końcem „dożęcia” matka, babka lub ktoś inny starszy wymykali się z pola niepostrzeżenie, żeby przywitać żniwiarzy i wziąść od nich równiankę.
Ja pamiętam jak było w mojej rodzinie, u babki i w moim rodzinnym domu. Kiedy kończyło się dożynać żyto, to babka wymykała się z pola, a ja z wujkami robiliśmy „plon” i „równiankę”. Równiankę przypadało mnie wręczać babci, bo żaden z wujków nie chciał, bo wiedział, że czeka go oblanie wodą. Ja też o tym wiedziałam, ale jak to dzieciak łasa byłam na dziesiątkę, za którą mogłam kupić landrynki u Jerszka (był to Żyd, który prowadził sklepik we wsi).
W moim domu rodzinnym „równiankę” zawsze niósł ojciec. Mama pierwsza wymykała się z pola pod byle pretekstem i kiedyśmy zbliżali się do domu „już stojała przed drzwiami a za nio wiadro albo ładyszka z wodo. Kiedy ojciec wręczał równiankę – brała, całowała kłosy a zamiast zapłaty wylewała wiadro wody na ojca, a my, dzieci się śmieli, nie było końca uciechy, potem był obiad.”
"Plon" w polu i "równiankę" ubierało się kwiatkami polnymi, jak chaber, który rośnie w życie, ostróżka albo dziki rumianek. Broń Boże nie dekorowało się kąkolem. Jeśli te kwiatki już przekwitły pozostawała jarzębina i dziki chmiel. Tymi kwiatkami i owocami jarzębiny przystrajało się "plon" i "równiankę".


Obecnie organizowane są dożynki gminne, powiatowe, diecezjalne, a nawet wojewódzkie. Mają one charakter religijny i polityczny. Wieńce są przynoszone do kościoła na Mszę świętą. Ich kształt zmienił się. Dawniej, jak sama nazwa wskazuje, wieniec był wity z żyta i miał kształt kolisty. Kiedy żniwiarka chciała go nałożyć na głowę niosąc do gospodarza przybierał on czasem kształt korony, aby dostojniej wyglądać.

Po II wojnie światowej, kiedy to związana z wieńcami dożynkowymi praca najemna u bogatych gospodarzy, była niemile widziana, a nawet nie istniała, zwyczaj zaczął zanikać. W latach 50 - tych zaczęli go wskrzeszać niektórzy księża zachęcając, aby rolnicy przynosili do kościoła wieńce dożynkowe. Wieńce te zaczęły, więc przybierać kształty związane z kultem religijnym: kielicha z hostią, feretronu niesionego w procesji, ołtarzyka o treściach religijnych. Często zamiast kłosów zaczęto używać samych ziaren, gdyż wygodniej było za ich pomocą wyrazić zaplanowaną treść.

Przekształcenie uroczystości rolniczej w typowo kościelną tak daleko nie odbiega od pierwotnego zwyczaju, gdyż jak wyżej wspomniałam rolnik był religijny, a wieniec po święcie gospodarskim był zanoszony również do kościoła do poświęcenia.
Komunistyczne władze powojenne laicyzując wszystkie zwyczaje postanowiły zlaicyzować i ten. Na wojewódzkich lub centralnych dożynkach wieniec odbierał I sekretarz PZPR. Wieniec ten zamiast symboli kościelnych miał symbole państwowe (orzeł, flaga, itp.) Obecnie również dożynki mają charakter polityczny, gdyż po uroczystościach w kościele jest impreza rozrywkowa świecka, na której miejscowe władze wygłaszają przemówienia, które niekiedy są rodzajem agitacji przedwyborczej (np. w roku 2007, kiedy dożynki były niedługo przed wyborami).

Organizatorzy dożynek ogłaszają współcześnie konkursy na wieńce dożynkowe. Istnieje zwyczaj zapraszania do komisji konkursowych władz lokalnych. Pierwsze miejsca zajmują wtedy nie tradycyjne wieńce i równianki tylko wieńce największe, z największą ilością treści, materiałów i technik oraz "najpiękniejsze" według gustów polityków. Jeśli organizatorzy postanowią zaprosić do komisji etnografów, którzy preferują wieńce i równianki tradycyjne wiąże się to na ogół z niezadowoleniem większości zgromadzonej na dożynkach społeczności.

W Oratorium dzieci po wysłuchaniu opowiadania o tradycyjnych dożynkach i obejrzeniu ilustracji narysowały, jak sobie je wyobrażają.



 

 


Kontakt:
DZIEDZICTWO

 


  • Strona główna
  • Mazury
  • Dziedzictwo niematerialne
  • Mazury a tradycje
  • Kultura
  • Kultura a religia
  • Religijność ludowa
  • Tradycje doroczne na Mazurach
  • Adwent
  • Boże Narodzenie
  • Karnawał
  • Wielki Post
  • Przygotowania do Świąt Wielkanocnych
  • Wielkanoc
  • Majowe i majówki
  • Czerwiec - zwyczaje okresu przesilenia letniego
  • Zwyczaje rolnicze
  • Zwyczaje jesienne
  • Wiano panny młodej
  • VI Konkurs na palmę i pisankę wielkanocną
  • Zajęcia "Jak to dawniej
  • Nowa Wieś 2011 - galeria
  • Nowa Wieś 2011 - galeria - 02
  • galeria
  • Kontakty międzyludzkie ...
  • kontakty_galeria
  • kontakty_galeria_05




  •